TemplariuszeArtykułyKrucjatyLinkiStowarzyszenie Szlak TemplariuszySłowniki Szlaku TemplariuszyBadania archeologiczne
strona głównamapa serwisugalerie projektyplatformy interaktywneczatdownloadskontaktenglishogłoszenia
wyszukiwarka

Ubiór templariuszy
Platforma interaktywna

        << powrót

Kontynuacja dyskusji - na nowych platformach.

| STRONA: 4 | 3 | 2 | 1 |
Wpis zamieszczony dnia: 2008-06-12, o godzinie: 00:19:46.
Od: ks. Sławomir Pawlak
E-mail:

Identyfikator: 36
„Krzyż na gaciach” … wątpię w autentyczność tej relacji, tym bardziej, że jej autorka jak widać nie chciała się ujawnić! Dlaczego? Być może biedaczkę uśmiercono podczas składania tego fałszywego zeznania, lub było ono po prostu zprefabrykowane.

” prawo podatkowe” (podobno) nie dotyczyło mienia kościoła i zakonów” … ta błędna opinia pokutuje aż po dzień dzisiejszy, czego sam mogę wielokrotnie doświadczyć. Oczywiście Kościół był zwolniony z wielu obowiązków na rzecz władcy, czy innego feudała. Częstokroć otrzymywał od niego specjalne nadania, przywileje, fundacje itd. Mało kiedy było to jednak działanie bezinteresowne, a najczęściej rozmyślna polityka władcy, który na swoim terenie, za pośrednictwem zakonów chociażby, krzewić chciał kulturę w szerokim tego słowa znaczeniu, czy też prowadzić akcję osadniczą. Zwolnienia te miały często charakter czasowy, np. na okres budowy klasztoru. Często konwent zobowiązany był do składania daniny w naturze, np. określoną liczbę beczek piwa, czy smalcu rocznie itd., zawsze musiał usłużyć gościną władcy. Franciszkanie czy dominikanie, rezydujący w miastach, mieli np. obowiązek bronić określonej partii murów obronnych i dbać o ich stan techniczny.

„Jak zatem odróżniano templariusza od zwykłego pielgrzyma w miejscach postoju, domach podróżnych, czy innych budynkach” … sądzę, że obowiązujące wówczas kanony dotyczące stroju, dotyczyły również pewnej etykiety – nie tylko sposobu noszenia się, ale i zachowania. Oczywiście wiele zależało od czasu i okoliczności. Domniemywam, że w miejscu postoju, nad obozowiskiem, powiewał sztandar nie pozostawiający wątpliwości, kto w danym miejscu obozuje … nawet gdyby w tym czasie akurat ktoś z obozujących zażywał kąpieli w rzece. Podobnie w karczmie, np. w relacji do dziewki służebnej, inaczej zachowywałby się grubiański i swawolny z pozoru chłop a inaczej rycerz czy zakonnik.

„Od tej pory niech kobiety nie będą przyjmowane jako siostry do domu Świątyni; i dlatego, drodzy bracia, zaniechajcie tego zwyczaju, aby wśród was zawsze trwał kwiat czystości.”
Z pewnością, różnie można interpretować to zdanie reguły. Czy jest ono dowodem powszechności procederu, czy tylko zaistniałego precedensu? nie umiem powiedzieć!
W życiu zakonnym zawsze pielęgnowano czystość jako drogę do świętości, podnosząc ją do rangi ślubu. Dlatego też nie było mowy o koedukacji w życiu zakonnym czy monastycznym. Z drugiej strony rodziny zakonne posiadały często dwie gałęzie, męską i żeńską, tak by kobietom umożliwić realizowanie odpowiednich ideałów. U zmierzchu średniowiecza wprowadzono też instytucję trzeciego zakonu - wspólnoty osób świeckich, które nie zmieniając swego stanu żyły

Czy kobiety miały swoje miejsce w zakonie? Z pewnością, ale na ściśle określonych zasadach, sprawując posługę wobec braci i rycerzy. Czy były templariuszkami? Z pewnością nie.
Zdanie to wydaje się być śladem pewnego nadużycia, zatarcia się pewnych granic we wzajemnych relacjach, a nawet świadectwem łamania reguły czy ślubu czystości. O jego skali nie wiele jednak można powiedzieć. Podsumowując, skoro zdanie znalazło się w regule, zachowanie to mogło być powszechne i starano się mu przeciwdziałać. Nie wykluczone jednak, że mowa jest o pewnym precedensie, który profilaktycznie starano się usunąć. Zdarzało się bowiem, że w domach działających na tzw. prowincji dyscyplina zakonna ulegała rozluźnieniu. Kluczowe wydaje mi się tu zawężenie zakazu do ściśle określonej przestrzeni Domu Świątyni. Być może chodzi tu po prostu o przestrzeganie tzw. klauzury – zakazu przebywania w określonej przestrzeni domów zakonnych osób postronnych, zwłaszcza płci odmiennej.


Wracając do kanonu. Sądzę, że jego nieśmiałe początki można uczynić. Oczywiście, najpierw potrzebne są rzetelne badania interdyscyplinarne, z którymi nie będzie łatwo, bo o ile sympozja na temat wydarzeń historycznych i ich rekonstrukcji są chwytliwe i modne, to rozważania na temat stroju i życia codziennego już niekoniecznie. Istnieje jednak szansa by Chwarszczany stały się prekursorem tej tematyki, przynajmniej na teren Europy Wschodniej. Zapewne uatrakcyjniłoby to znacznie ekspozycję muzeum i służyłoby istotną pomocą bractwom rekonstrukcyjnym. Na początek widziałbym więc pewną unifikację: np. określenie kształtu i koloru krzyży używanych przez templariuszy, formy i koloru odzieży przez nich noszonej … itd.

Pozdrawiam
Ks. Sławomir

Wpis zamieszczony dnia: 2008-06-11, o godzinie: 20:18:32.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 35
WItam,

Poruszenie sprawy krzyża "na wszystkim" miało na celu walkę z przesadą i doszukiwaniem się go wszędzie. Nie będę zaprzeczał, że nie mogło być krzyży na innych częściach garderoby, być może u kogoś na każdej. Chodzi o to, że nie widzę potrzeby nakazywania tego każdemu współcześnie odtwarzającemu. Gdybym ośmielił się swoją wypowiedzią coś komuś zabronić lub nakazać, uzurpował bym sobie prawo do wypowiadania zdań "wszystkowiedzących". A nie wiem. Chciałem jedynie zaprotestować przeciwko przesadnej i zbyt daleko w szczegóły idącej uniformizacji współcześnie odtwarzających templariuszy i w ogóle każdy zakon mniej więcej do końca XIII wieku. Zaprotestować zaś zwłaszcza przeciw zastosowaniu restrykcji podczas weryfikacji przedimprezowej wobec osób różniących się szczegółami od aktualnej wizji (podkreślam) oceniającego wynikającej z aktualnie panującej (i poprzez to jak najbardziej współczesniej) mody proponowanej przez jednego z dzisiejszych jej dyktatorów.

Proponuję przyjąć (tylko to mogę zaproponować), że krzyż na stroju templariusza był tam, gdzie istniała uzasadniona potrzeba jego umieszczenia.

Moim zdaniem powinniśmy wspólnie (nie chodzi tylko o platformę ale o ogół zainteresowanych) wypracować coś w rodzaju kanonu, przyjmując jednak możliwość uzasadnionych odstępstw. Nie nakazywać ale proponować i sami, jeśli jesteśmy przekonani do słuszności naszych wyborów, stosować. Najlepsze jest działanie dobrym przykładem.

Większa część mojej ostatniej wypowiedzi została sprowokowana dyskusją na ten temat na forum jednego z bractw. Stamtąd również pochodzi termin "wełna garniturowa". Nie wiem co to jest. Podobno wprawne oko szybko dostrzeże jej współczesność. Chodzi mi cały czas o to samo - o tę kwestię ekstremalnej historyczności "jedyniesłusznej" i wszystkim narzuconej. Dążenie do historyczności powinno polegać na maksymalnej indywidualnej dbałości o szczegóły na podstawie dostępnych źródeł, połączonej z badaniem mentalności ludzi tamtych czasów. Co dla nich było ważne a co wręcz mogłoby dzisiaj dla niektórych okazać się świętokradztwem. Chodzi mi, posłużę się przykładem do rozciągnięcia na całe średniowieczne życie codzienne, o traktowanie cmentarzy - dzisiaj niepojęte. Chodzi mi o zupełnie niekiedy drugoplanowe traktowanie formy a pierwszoplanowe treści symbolu. Na przykład formy krzyża. Forma i potrzeba odróżniania się, mimo że pewnie cały czas obecna, zaczęły nabierać znaczenia dopiero w tym końcowym okresie istnienia templariuszy. Dopiero od XIV wieku szpitalnicy zaczęli cyzelować formę swojego krzyża by stał się wreszcie mocno "wyostrzonym" krzyżem nazywanym później maltańskim. Nie wiem jaką ale najpewniej znaczną rolę odegrał tu dramat zakonu templariuszy, proces i stałe zagrożenie zakonu szpitalników podobnymi zarzutami i co za tym idzie konsekwencjami.

Reasumując dotychczasową wypowiedź - bliższa tamtym realiom będzie pewna różnorodność - choć z widocznym dążeniem do stosowania wypracowanego czy też wciąż wypracowywanego kanonu. Niekiedy dopuszczająca zastosowanie w pewnym stopniu "nieprawomyślnych" materiałów jeśli jest uzasadnienie ich zastosowania (tu miejsce jest na sprawność ówczesnych szwaczek i większe podobieństwo do współczesnego ściegu maszynowego niż ręcznych prób rekonstruktorów). A pokazanie podczas Obozu Rycerskiego 2008 w Chwarszczanach karnej i zgodnie ubranej formacji sprawnie poruszającej się w terenie, korzystającej z komend w języku Franków, używającej łaciny w modlitwie - na pewno mocno podziała na "modę historyczną" pozostałych .

Część niezrozumienia moich poprzednich słów bierze się z tego, że jest to właśnie tak silne nawiązanie do innych w tym samym czasie prowadzonych dyskusji. Ogólnie - chciałbym zachęcić wszystkich do samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji, dyskusji (ale prawdziwej - mającej na celu maksymalne dochodzenie do prawdy i dopuszczającej nas samych błąd, błąd nieistotny z puktu widzenia celu, który chcemy w dyskusji osiągnąć). Do próby poszukiwania "ducha" badanego czasu.

O co bardziej chodzi: "szukamy historyczności/odtwarzania realiów średniowiecza, czy wprowadzamy Regułę do życia codziennego w naszych czasach?" Tu właśnie widać specyfikę bractw zakonnych na tle pozostałych bractw odtwarzających historię. Tego do końca się nie da oddzielić. Spora część osób żyje tym co robi, co odtwarza, utworzyło się coś w rodzaju "współczesnej historii" mimo życia we współczesności- ale właściwie próba drążenia tego zjawiska pachnie mi jego spłyceniem. Nie jestem gotów. Sam w tym tkwię

Przyjmijmy (bo tak jest), że cała poprzednia wypowiedź jest wyrazem mojego protestu wobec przyjmowanego przez wszystkich wielkiego przeżycia 13 października 2007 w Chwarszczanach, traktowania go jako drogi, "tao", "do", wyznacznika przyszłości i jednocześnie pojmowania go jako dowód na słuszność stosowania restrykcyjnych (naprawdę restrykcyjnych) eliminacji uczestników. Mojego protestu wobec nazywania wydarzenia "uteatralizowaniem" - podczas gdy było to "przeżywanie". Jest być może związek z teatrem - ale z tym najbardziej pierwotnym, dalekim od przedstawienia.
Tak bardzo wszyscy chcieliśmy to przeżyć, tak bardzo się wczuliśmy (również widzowie, którzy w sporej części duchem uczestniczyli), że nikt (cud ) nie pamięta grubych niedociągnięć. One oczywiście nie powinny mieć miejsca i nie wolno nam przyjmować tego za ich dopuszczanie - ale nie miały po prostu żadnego znaczenia. Przeżyliśmy. Pozostała OPOWIEŚĆ i ona teraz stała się wydarzeniem.

I o kobietach w zakonie:
Naprawdę nie mam pojęcia jak to było - jest przekaz o jednej templariuszce, tak wiekowej, że jej obecność nie stanowiła żadnego problemu dla przyjętego porządku. Być może w początkach było właśnie tak jak piszesz. Proponuję powrócić do tego zagadnienia po ukazaniu się efektu pracy naszego "ośrodka w Pszczynie" - pracy związanej z przybliżeniem wszystkim treści francuskiej i łacińskiej wersji Reguły. To oczekiwanie jest zresztą jedną z przyczym mojego milczenia na platformie związanej z Regułą.

Forma dyskusji na platformie w tej fazie naszych poszukiwań wydaje mi się mocno niedoskonała. Słowo pisane jest mocno niedoskonałe, prowokuje wręcz nieporozumienia, które potem należy wyjaśniać, odnosić się do wypowiedzi i do odniesień do wypowiedzi, pilnować czy się na wszystko odpowiedziało lub czy nie ma powtórzeń sprawę zaciemniających. Moja wiedza jest natomiast zbyt mała na żywą bezpośrednią rozmowę przez komunikator głosowy, który również jest niedoskonały. Marzy mi się cykl spotkań, wykładów, dyskusji przy okazji wydarzeń zwanych "rycerskimi". Na przykład w Chwarszczanach.

Bardzo się cieszę z Twojej wypowiedzi tutaj

Pozdrawiam
Maciej

Wpis zamieszczony dnia: 2008-06-11, o godzinie: 15:54:18.
Od: Szereny
E-mail: szereny@gmail.com

Identyfikator: 34
Pozwolę sobie jeszcze nawiązać do poprzedniej kwestii.
• Krzyż na częściach garderoby
a) w procesie templariuszy jest fragment, w którym pewna kobieta zaświadcza, iż widziała naszyty krzyż na gaciach jednego z zakonników (później się nie pojawiła dla potwierdzenia zeznań, jeśli dobrze wyczytałam)
b) prawo „podatkowe” (podobno) nie dotyczyło mienia kościoła i zakonów, a przez to i wszelkich rzeczy, które znamionował ich symbol (Bij, zabij, nie pamiętam gdzie to znalazłam i czy nie przekręciłam. Może ktoś się gdzieś z tym jeszcze spotkał i może napisać ile w tym ziaren prawdy, czy jeno sama fantazja?)
Jak wypada się do tego ustosunkować? Czy w ogóle zwracać na to uwagę? Czy jednak przyjąć, że krzyż był naszywany tylko na płaszczach?

Osobiście skłaniam się do wersji pośredniej, bardziej chyba z praktycznego punktu widzenia. Jeśli przyjąć, że krzyż widniał tylko na płaszczach, to pojawia się drobny niuans jeśli chodzi o walkę i przebywanie w miejscach postoju/odpoczynku. Jeśli nie ma się płaszcza akurat na sobie (mniejsza z jakich powodów), nie ma możliwości odróżnienia zakonnika od zwykłego, szarego człowieka. Czy nie wartałoby się zastanowić nad miejscem krzyża na cotte d’armie i cotte, bądź grange/jumpel a giros ? Jeśli ten ostatni, na grange, jest może zbyteczny, bo skoro zakłada się wierzchni ubiór, to i płaszcz pewnie też się narzuci, tak przy cotte, w której zapewne chodziło się „samopas”, nie ma innego wyznacznika. Jak zatem odróżniano templariusza od zwykłego pielgrzyma w miejscach postoju, domach podróżnych, czy innych budynkach, gdzie płaszcz zostawał razem z rzeczami podróżnymi, a „paradowało” się w samej cotte ?

• Kobiety w zakonie
Znalazłam następujący ustęp w regule, który nie dawał mi spokoju i chciałam zapytać, jak to z tym mogło być.
„Od tej pory niech kobiety nie będą przyjmowane jako siostry do domu Świątyni; i dlatego, drodzy bracia, zaniechajcie tego zwyczaju, aby wśród was zawsze trwał kwiat czystości.”

Jeśli widzę sformułowanie „od tej pory” nasuwa mi się samoczynnie myśli, iż wcześniej działo się coś na tyle rozpowszechnionego, aby umieścić zakaz w regule. Od tej pory – znaczy, że wcześniej było inaczej? Dalej jest określenie procederu, jako zwyczaju. Czyżby występował on na tyle powszechnie, aby można go było mianować takim określeniem ?
Czy to możliwe, aby tylko na podstawie jednego, wymienionego przez Macieja, przypadku posuniętej w latach niewiasty zamieścić tak sformułowany fragment w regule ? Jak się ma to nieszczęsne „od tej pory” do stwierdzenia, iż kobiety nigdy nie były przyjmowane do zakonu?


Kontynuując aktualnie poruszany wątek historyczności.
„Jeśli zatem dziś mamy stosować Regułę (a nie zaprzeczycie, że żyjemy jednak dziś a nie w średniowieczu?) to proszę sobie odpowiedzieć - czy bardziej historyczne będzie użycie specjalnie wyprodukowanej tkaniny wełnianej, której proces produkcji opiera się być może na błędnych domniemaniach, czy też użycie tego co jest pod ręką, a używane przez okoliczną ludność. Dzisiaj mogłaby to być wyśmiewana przez bractwa wełna garniturowa.” [Maciej]

Zapytam o sedno, bo się na chwilę pogubiłam. To szukamy historyczności/ odtwarzania realiów średniowiecza, czy wprowadzamy Regułę do życia codziennego w naszych czasach?
Jeśli chodzi o przekazywanie odzieży okolicznej ludności, to wątpię, aby ktokolwiek ktokolwiek z nam współczesnych chciał chodzić w strojach templariuszy jakie próbujemy odtwarzać. Dlatego nie bardzo pojmuję koncepcję „wełny garniturowej”.
Inna sprawa, że przesada mnie też czasami razi w oczy. Może wyjaśnię co mam na myśli, na przykładzie wełny.
Teraz dostać czystą, 100% wełnę graniczy z cudem albo wielką zamożnością. Materiał jest niebotycznie drogi. Za to już 80% wełny z 20% domieszką czegoś innego, jest w zasięgu przeciętnego człowieka. Na oko i w dotyku oba materiały są nie do odróżnienia. Nawet przy próbie spalania trzeba mieć bardzo dużą wprawę w odróżnieniu jednego od drugiego i stwierdzeniu, czy jest ta domieszka, czy jej nie ma. Wełna „garniturowa” to przypuszczam, wełna fa(o)kowana, zmechacona, z prążkami, bądź o niewyraźnym splocie. Coś takiego bardzo rzuca się w oczy i nie trzeba być wielkim znawcą, żeby odróżnić ją od sukna (wyraźny splot, w którym widzimy poszczególne, przeplatające się 1:1 nitki). Sukno jest dostępne w kraju, jest w sklepach i hurtowniach, tylko trzeba się troszkę naszukać, ponieważ jest mało popularne. Jego cena jest porównywalna do ceny wełny „garniturowej”, a nawet od niej mniejsza. Owszem, nie było w XIII wieku poliestru, ani innych domieszek stosowanych teraz, ale tak mała ilość jest trudna do zauważenia, dlatego skłaniam się do „zaakceptowania” takiego ustępstwa na rzecz pragmatyzmu. Wełna „garniturowa”, ze względu na duże różnice wizualne, w moim pojęciu „historyczności” za to już się nie mieści i używanie tej do szycia strojów, które mają – jakby nie było – realizować założenia XIII wieczne, uważam już za przesadę. Nie jest to wielkie „ultra”. Z resztą, pisząc/mówiąc o szyciu, czy tkaniu ręcznym zapominamy, że osoby, które się tym zajmowały, miały bardzo dużą wprawę w tym co robiły. Teraz, gdy bierzemy się za takie praktyki, brakuje nam właśnie tej wprawy, która mąci nieco wyjściowe założenia odtwórcze. Choć po kilku latach można dojść do jako takiego poziomu... to mnie się wydaje, że i tak nie osiągniemy biegłości na tyle wysokiej, aby dorównać trwałości tamtejszej roboty rzemieślniczej (mam tu na myśli znakomitą większość z nas, lecz nie wszystkich, bo mamy kilku wybitnych rzemieślników, którzy swoim fachem zajmują się już od kilkunastu, kilkudziesięciu lat i na pewno nie ustępują dawnym wytwórcom).
Tutaj chyba moja opinia pokrywa się ze słowami ks. Sławomira – kanony. To właśnie to, co wartałoby wypracować i mniej więcej się ich trzymać... Właśnie – mniej więcej. Nie ma dokładnych danych i źródeł, które powiedziałyby nam co na siebie włożyć i jak to, czy tamto na pewno wyglądało. Są jednak podstawy, które można określić jako w miarę pewne. Jeśli te podstawy uznano by za „kanon”, praktyka i wdrażanie, stałyby się o wiele łatwiejsze do realizacji, co przyczyniłoby się do uniknięcia „świadomych błędów”, o których zapewne pisał Hiram. Byłam już świadkiem, gdy jakiś element „stroju” dla jednych oczywisty jako błąd, dla innych był czymś właściwym... Nieświadomość. Brak spójnych wytycznych. Powielanie błędów w przekopywaniu się przez źródła, opracowania... To wszystko składało się na małe, czy większe zgrzyty.
Gdy trafiłam na platformę, miałam nadzieję, iż tutaj wypracuje się stanowisko odnośnie strojów templariuszy. Nadal mam taką nadzieję. Bardzo wiele osób traktuje platformę jako rodzaj wytycznych i chętnie by się na nich wzorowało... gdyby były ustalone.

Na koniec (przydługa ta wypowiedź, wiem, wybaczcie ;) tylko podzielę się spostrzeżeniem. Jeśli ktoś ma w miarę kompletny ubiór razem z „dodatkami”, jest mu się o wiele lepiej wczuć w realia i przenieść do „wcześniejszego świata”, niż gdy co rusz rzucają mu się w oczy naleciałości z XXI wieku ;)

Wpis zamieszczony dnia: 2008-06-05, o godzinie: 15:04:26.
Od: Hiram
E-mail:

Identyfikator: 33
Osobiście nie jestem entuzjastą tzw. rekonstrukcji historycznych, doceniam jednak ich popularyzatorską rolę. Ale dlatego, że to one kształtują powszechną świadomość historyczną w społeczeństwie, powinny być wolne od ŚWIADOMYCH właśnie błedów. A więc - na turnieju tematycznie związanym z templariuszami nie powinien występować "rycerz" w pełnej zbroi płytowej lub stroju wikinga, z oczywistych względów. Nie twierdzę, że takie sytuacje miały miejsce w Chwarszczanach, podaję po prostu przykład. Pewne błędy są nie do uniknięcia, ale tam gdzie to możliwe należy starać się o przekaz obecnego stanu wiedzy. Moim zdaniem do tej pory w Chwarszczanach udaje się to znakomicie.

Wpis zamieszczony dnia: 2008-05-29, o godzinie: 20:53:01.
Od: ks. Sławomir Pawlak
E-mail:

Identyfikator: 32
Działalność bractw rycerskich polegać ma między innymi na rekonstruowaniu średniowiecznej rzeczywistości, do której zaliczyć można również sam sposób „noszenia się”. Przytaczany przez Macieja autor, obok wymiaru funkcjonalnego stroju, w nim samym upatrywał również charakteru symbolicznego i heraldycznego. Krój, kolor, materia … to ważne składowe tego kodu.

Stoję na stanowisku, że chcąc rekonstruować historię nie można pomijać niczego co jest istotne. Z drugiej jednak strony jak zaznacza Maciej nie można idealizować zagadnienia. Ubiór rycerza nie może przecież przypominać wieczorowego smokingu.

Pewne kanony trzeba stwarzać, ich respektowanie mniej uzależniałbym jednak od sztywnych ram przepisu, skłaniając się bardziej ku zasadzie konkurencyjności.

Przypominam sobie, mój młodzieńczy jeszcze wówczas, udział w rocznicowym zlocie Harcerstwa w Krakowie. Jacy my wtedy zieloni i prowincjonalni byliśmy. Buty marki „polski adidas”, zamiast getrów zwykłe podkolanówki, mundury w obowiązującym wówczas sztampowym kroju i kolorze, błyszczące chusty z poliesteru itp. A tam, cała drużyna w jednakowych traperkach, w mundurach przedwojennego kroju, z pałatkami przewieszonymi przez ramię. Oj z jakim szacunkiem się na to bractwo patrzyło.

Do czego zmierzam.
Wydaje mi się, że historyczność, czy też rekonstrukcyjność, obroni się sama. Jeżeli będą tylko bractwa, które wyznaczać zaczną pewien kanon, to „reszta” podąży tą samą drogą, na zasadzie naśladownictwa. Po prostu trzeba na to czasu.
Z drugiej strony, co pięknie wyłuszczył Maciej, gdybym stanął przed dylematem zaproszenia na imprezę „rycerzyka” z pod igły, który jak modelka przejdzie się i zaprezentuje swój godny pozazdroszczenia strój i grubiańskiego troszkę jegomościa, bitnego i pełnego werwy, który zaprezentuje się na polu i przy biesiadzie, to wybrałbym tego drugiego. Rzeczywiście teatralność i duch epoki jest ważniejszy niż kanony mody.

Odrębną kwestią jest rekonstrukcja samego stroju. Wprawdzie spotkać już można, płatnerzy i kowali wykonujących dobre repliki uzbrojenia, czego dowodem był chociażby „średniowieczny” miecz, który tyle zamieszania w kraju uczynił, jednak daleko nam jeszcze do sytuacji gdzie każdy chcący odtwarzać historię, będzie mógł się zaopatrzyć we wszystkie potrzebne precjoza np. tkaną na ręcznych krosnach materię, ręcznie szyty kaftan, czy koszulę, garbowaną tradycyjnymi metodami skórę, porządnie odkuty miecz, czy topór, solidnie wykonaną tarczę itd.
Ponownie trzeba pozostawić to czasowi i konkurencyjności.

Tego, czego jedynie można się obawiać, to pewnego przerostu formy nad treścią i komercjalizacji.
Według mnie projekt Szlaku Templariuszy właściwie łączy jedno i drugie, rekonstruując całościowo odległą epokę. Muzyka i śpiew, sztuka, rzemiosło, religia, … i w końcu wymiar militarny, składają się bowiem na szeroko rozumianą kulturę średniowiecza, która przeżywa swój renesans, a o którą w Chwarszczanach na pewno można się otrzeć.

Pozdrawiam
x.Sławek

Wpis zamieszczony dnia: 2008-05-29, o godzinie: 15:53:00.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 31
Rozważania na temat tak zwanej "historyczności" ubioru osób zajmującycgh się jego odtwarzaniem w ramach działalności bractw rycerskich, grup historzycznych i odtwórczych - zostały zainspirowane przez wypowiedzi na ten temat na forach rycerskich. Przeważa tam zdanie, że podczas organizowanych wydarzeń historycznych, na których często pojawiają się osoby ubrane hm... dość luźno pod względem historycznym, najlepszym sposobem na poprawienie jakości jest stosowanie restrykcyjnej selekcji uczestników, zgodnie z uznawanym przez organizatorów wzorcem. Taka droga sprawdzała się dotąd na kultowych rycerskich imprezach takich jak ta w Iłży.

Z pewnych jednak względów (o czym poniżej) uważam, że w przypadku Chwarszczan lepsza będzie "trzecia droga" (pierwsza - to brak selekcji i zdanie się na samych uczestników przy kompletowaniu stroju). A więc...

Historyczność

Tak jak w prawie jest duch i litera - tak istnieją dwa rodzaje historyczności.
Duch prawa to to co jest jego istotą - tym o co chodzi. Jednak posługiwanie się słowami dla zapamiętania i rozumienia powoduje, że najpierw musimy ducha opisać w kodeksie a potem stosować to co zostało zapisane. Wszystko w porządku dopóki pamiętamy istotę rzeczy, czyli ducha przepisu. Gorzej gdy ważniejsze staną się słowa zapisane i na potrzeby chwili interpretowane. Prawnicy często zapominają, że zapisane słowa to tylko narzędzie, "siatka na motyle" pomagające zapamiętać i zrozumieć pierwotny sens. Tak samo jest z historycznością.
Nie było jednego, jednorodnego, jednolitego kulturowo i społecznie średniowiecza. Nie wyglądało to tak jak u Maciejowskiego, jak Kodeksie Manesse czy innych źródłach. Źródła to tylko wzór, którego trzeba się trzymać by nie popaść w cepeliadę. Ale tylko wzór. Nie prawo, bo za kilka lat okaże się, że kapsuła czasu umożliwi nam skok w bezkresną otchłań chronopodróży i będzie całkowicie inaczej niż nam się wydaje.
Wydaje właśnie.
Zobaczcie ile badań szczegółowych wciąż okazuje nieaktualność poprzednich, powtarzanych często od dziesięcioleci poglądów. Tak więc duch czasu jest ważniejszy a ikonografia wzorem i wyznacznikiem kierunku. Istota zaś rzeczy tkwi w tym by podczas imrez historycznych bezboleśnie dla jak największej liczby uczestników udało nam się przeżyć coś WIELKIEGO. Albo całkiem małego. Zawsze w pewien sposób szczególnego.
Przykład pierwszy: Ubiór templariusza miał być wg Reguły wykonany z materii najzwyklejszej, takiej samej jakiej używają mieszkańcy okolicy, w której zakonnicy przebywają. Z jednej strony świadczy to o skromności i niewywyższaniu się, z drugiej pozwala co roku oddać biednym zużytą zakonną odzież. Jeśli zatem dziś mamy stosować Regułę (a nie zaprzeczycie, że żyjemy jednak dziś a nie w średniowieczu?) to proszę sobie odpowiedzieć - czy bardziej historyczne będzie użycie specjalnie wyprodukowanej tkaniny wełnianej, której proces produkcji opiera się być może na błędnych domniemaniach, czy też użycie tego co jest pod ręką, a używane przez okoliczną ludność. Dzisiaj mogłaby to być wyśmiewana przez bractwa wełna garniturowa.
Drugi przykład: Kto jest bardziej historyczny - ubrany nie zawsze zgodnie z kanonem ale starający się stosować słowa "Non nobis, Domine..." brat zakonny?, czy też może ubrany "na tip-top" wg kanonu hipokryta, który nie potrafi nawet ukryć, że dla niego ważna jest tylko kasa i po to robi to wszystko?

Nie chcę oczywiście burzyć ustalonego w "ruchu rycerskim" porządku. Chodzi tylko o to by stosować narzędzia jako narzędzia i myśleć podczas ich stosowania - tak by nie zatracić czegoś ponadto. Czego? Otóż daje się zauważyć, że te same osoby, które wyznają "ultrahistoryczny" pogląd jako wzór, drogę, wyznacznik kierunku przyszłości przytaczają wydarzenia z 13 października 2007 roku w Chwarszczanch.
Osoby, które uczestniczyły pewnie już wiedzą o co chodzi. I uśmiechają się pewnie pod nosem . Od ultrahistoryczności było bardzo daleko.
Gdzie więc leży przyczyna tak wysokiej oceny historycznej 13 października?
W teatralizacji? Być może - ale czy na innych imprezach nie spotykamy nieraz bardzo rozbudowanych inscenizacji? Jesienne Chwarszczany pozytywnie odróżniły się od zwykłych inscenizacji. Było to coś innego, coś nowego, coś szczególnego. Coś co zamast "grania" pozwoliło uczestnikom po prostu "przeżywanie" historii. To o to chodziło nasi drodzy przyjaciele - bracia rycerze

Strój więc oczywiście powinien jak najsolidniej opierać się na źródłach, jego krój wynikać z dyskusji, wniosków, przemyśleń badaczy. Podczas jego oceny jednak powinniśmy wyważyć czy warto odrzucić kandydaturę uczestnika tylko dlatego, że jego ubiór nie zgadza się z aktualnie przyjętym kanonem. Poza przypadkami oczywistymi ma się rozumieć. Czyli wśród zakonnych bractw rycerskich nazywanymi "ligą pokemonów"

"Trzecia droga" polega również na działaniu dobrym przykładem. Tu widzę rolę dla Szlaku Templariuszy i dla realizowanego w Chwarszczanach - Projektu Chwarszczany. Solidne badania źródeł plus rekonstrukcje i eksperymenty w Parku Kulturowym Chwarszczany oraz "żywa" prezentacja wyników na chwarszczańskich imprezach plus niesamowite działanie "przeżywanej" historii.

Pozdrawiam
Maciej

Wpis zamieszczony dnia: 2008-05-25, o godzinie: 21:47:35.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 30
Rzeczywiście - topór jest nie wiadomo dlaczego
Dodatkowo krzyż - jeśli przyjąć słowa Michela Pastoureaua za prawdę - niezgodny z zasadami heraldyki.

Jednak (i tu nawiązuję do dyskutowanej w naszym wąskim gronie kwestii tak zwanej "historyczności") co to znaczy prawidłowa czy też dopuszczalna rekonstrukcja historyczna ubioru templariusza? Czy możemy z całą pewnością powiedzieć: jesteśmy wyrocznią w tej kwestii?
Jak traktować zagadnienie "historyczności" ubioru na przykład podczas imprez typu Obóz Rycerski podczas Festynu Historycznego w Chwarszczanach?

Pozdrawiam
Maciej

Wpis zamieszczony dnia: 2008-04-20, o godzinie: 13:08:43.
Od: Hiram
E-mail:

Identyfikator: 29
Zdaję sobie sprawę, że kwestię uzbrojenia templariusza z rysunku powinniśmy omawiać na innej platformie, ale skoro już wprowadziłem ten wątek tutaj, niech będzie traktowany całościowo, a więc w odniesieniu do rynsztunku bojowego, heraldyki, ubioru etc. Interesuje mnie ten długi topór. To chyba nie było standardowe uzbrojenie kawalerzysty i czy w związku z tym możemy mówić o błędnej rekonstrukcji?

Wpis zamieszczony dnia: 2008-04-19, o godzinie: 13:31:32.
Od: regis
E-mail:

Identyfikator: 28
Od strony artystycznej przyczepić się nie można. Bardzo "dzielny" wojak. Postawa i koń miła oku, tyle ze barwy i "sygnaturki" troszkę przypominają kolekcjonerskie figurki, które ostatnio oglądałem w sklepie modelarskim - tak jakby twórcy na każdym detalu starali się podkreślić że mamy do czynienia z prawdziwym templariuszem upychając motyw krzyża gdzie się tylko da


pzdr


regis

Wpis zamieszczony dnia: 2008-04-19, o godzinie: 10:03:57.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 27
Przesyłam skan. Myślę podobnie jak Hiram, że po podaniu źródła: Rzeczpospolita - wydanie łikędowe z poprzedniego tygodnia, zmniejszeniu wymiarów można go zamieścić na platformie. Służy celom naukowym



Ponieważ obrazek jest niewielki - dodatkowa wskazówka: również na hełmie jest mały czerwony krzyż.

Pozdrawiam
Maciej

początek strony
e-mail

Platformy interaktywne

projekt:   BeneAkebe copyright©: autorzy Szlaku Templariuszy 1998-2019 Made with a Mac