TemplariuszeArtykułyKrucjatyLinkiStowarzyszenie Szlak TemplariuszySłowniki Szlaku TemplariuszyBadania archeologiczne
strona głównamapa serwisugalerie projektyplatformy interaktywneczatdownloadskontaktenglishogłoszenia
wyszukiwarka

<< powrót

Kod Leonarda da Vinci

Dan Brown

 Tajne stowarzyszenia, morderstwa i pościgi, śledztwa i porwania. Tajemnica, Święty Graal, Opus Dei, pradawne symbole, zapomniana religia.
Wartka akcja. Jednak z jednej strony nie aż tak trzymająca w napięciu jak powieści Ludluma (u Ludluma akcja bywa tak wartka, że nie dostrzega się nielogiczności w opisywanych scenach) - z drugiej zaś strony nagromadzenie nieprawdopodobnych faktów, tajemnic, przypuszczeń, nie tak wielkie jak w "Wahadle Faucoulta" Umberto Eco. Nie tak wielkie by widać było celową przesadę. Fakty i hipotezy na faktach oparte - przemieszane są z nieprawdopodobieństwem, naciąganiem faktów, przesądami i spiskową teorią w takich akurat proporcjach by nie być do końca pewnym - gdzie prawda a gdzie literacka fikcja.
Podsumowując książka dobra na czas planowanego lenistwa, na zatopienie się w fantazji podszytej niewielką dozą prawdopodobieństwa.
Mimo braków - Dan Brown stworzył (wraz ze swym wydawcą) dzieło pod pewnym względem doskonałe - jest to przecież światowy bestseler.
Dobrze jednak obudzić się nazajutrz po pięknym śnie.

Nie oszukujmy się: książka była pisana by przede wszystkim jak najwięcej zarobić na jej sprzedaży. I to także jest wartość w dziale literatury sensacyjno-fantastycznej - bo nie jest to przecież literatura popularnonaukowa.
Śmiesznie jednak wygląda tłumaczenie tego faktu w posłowiu od polskiego wydawcy. Już lepiej brzmiałaby formuła "jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe".

Maciej

P.S. Zapraszam do wpisywania recenzji innych niż powyższa.
(spora ilość komentarzy na temat książki pojawiła się już wcześniej na platformie "Sprawy bieżące i różne" w okolicach wpisów archiwalnych 367-377).
M.

Kontynuacja dyskusji - na nowych platformach.

Najpierw nowsze       
Najpierw starsze       
| STRONA: 1 |

Wpis zamieszczony dnia: 2007-12-10, o godzinie: 04:14:34.
Od: regis
E-mail:

Identyfikator: 8
No cóż....

Parafrazując Prusa, który o Sienkiewiczu pisał iż jeszcze nigdy w historii literatury nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego myślę ,ze z powodzeniem można takowe stwierdzenie odnieść także do p. Browna i w tym wypadku będzie to nie lada komplement

Zarówno jeden i drugi porwali swoim piórem tłumy choć znacząco obaj mijali się z prawdą historyczną ( w tym zakresie p. Brown poszedł oczywiście znacznie dalej )

To prawda, że książką napisana jest dobrze biorąc pod uwagę wyznaczniki typowe dla czołowych pozycji tego gatunku.

Gdybyśmy mieli rozpatrywać ją pod kątem poczytności to na pewno zebrała by na tej stronie większe grono entuzjastów.

Przypominam jednak, ze serwis Szlak Templariuszy pełni między innymi rolę edukacyjną a autorzy zajmują się badaniem i popularyzacją wiedzy na temat Zakonu w oparciu o wiarygodne i możliwie jak najbardziej sprawdzalne źródła.

Obecność tej pozycji w recenzjach wzięła się z powodu jej powiązania (za pośrednictwem wizji autora) z Templariuszami i tylko temu zawdzięcza jak sądzę nasze bliższe zainteresowanie natomiast przestrzegałbym zdecydowanie przed budowaniem wizerunku Zakonu na podstawie tej książki


Kod Leonarda pomimo, że jest pozycją niezwykle poczytną jako wiarygodne źródło traktowany być nie może. Teorie tak sensacyjnie przedstawione przez p. Browna znamy przecież w dużej mierze z wcześniejszych publikacji (np. Święty Graal, święta krew).

Powiem tak:

Jakbym miał swoją wiedzę na temat Zakonu opierać na tym co lansuje nam współczesna literatura i kino to mógłbym powiedzieć tylko tyle, że Templariusze czcili Marię Magdalenę (Kod Leonarda, Święty Graal...) i robili nieustanną grandę w Królestwie Jerozolimy (Królestwo Niebieskie)



Uboga interpretacja ich dokonań i niezwykle niesprawiedliwy osąd....


Do Pauli:

Jeśli chciałabyś bliżej poznać dzieje Zakonu polecam na początek świetną pozycję p. Helen Nicholson pt. Rycerze Templariusze.
Książka napisana niezwykle rzeczowo i przystępnie.

pzdr.


regis








Wpis zamieszczony dnia: 2007-12-09, o godzinie: 20:14:13.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 7
Nie pisz czegoś zanim się nie upewnisz, aby przypadkiem nie skrzywdzić kogoś fałszywym pomówieniem

NIGDY nie piszę o czymś czego nie przeczytałem (jestem taki staromodny po prostu). Chyba, że specjalnie to zaznaczę - ale wówczas uruchamiam tryb przypuszczający. To jest bezpieczniejsze.

Natomiast jak każdy - masz prawo do wypowiedzi na temat książki będącej przedmiotem recenzji. I może to być wypowiedź, której sens różni się od sensu tekstu recenzenta.

Pisząc recenzję - uprawiam krytykę konstruktywną. Wskazałem w zamian książkę Umbrto Eco "Wahadło Faucoulta" - równie wciągającą, choć literacko i popularnonaukowo zdecydowanie lepszą.
Ją również przeczytałem .

Aha, książka, która zyskała ogromną popularność jest - popularna. A to nie jest synonim terminu dobra. To całkiem inne sprawy, których nie powinno się porównywać - należą do innych kategorii.

Pozdrawiam
Maciej

Wpis zamieszczony dnia: 2007-12-09, o godzinie: 19:43:03.
Od: paula
E-mail:

Identyfikator: 6
uwazam ze ksiazka jest naprawde znakomita. byc moze i zostala napisana dla pieniedzy, jak jestescie takimi materialistami to sami sprubojcie napisac ksiazke ktora zyska tak wielka popularnosc!a tak nawiasem nie piszcie recenzji o ksiazce ktorej nawet nie przeczytaliscie

Wpis zamieszczony dnia: 2006-10-29, o godzinie: 16:49:07.
Od: Agata
E-mail:

Identyfikator: 5
Witam
Ksiażka "Kod Leonarda da Vinci"??- dla mnie jest świetna, skłania ona do przemyslen na temat historii Jezusa oraz całej wiary katolikiej, przedstawia tajemnice np.zakonu temlariuszy oraz życia samego Jezusa Chrystusa, w naszym zyciu bardzo czesto sa sytuacje, w których jedna doba zmienia całkowicie szyk zycia a nawet stawia nam swiat "na głowie"...

Wpis zamieszczony dnia: 2006-08-23, o godzinie: 09:56:56.
Od: czytelnik
E-mail:

Identyfikator: 4
Witam!
niestety książka bardzo przereklamowana! a choćby tylko z tego powodu że rzekoma "tajemnica" utrzymywana od 2000 lat nagle rozwiązywana jest w ciągu bodajże jednej doby! Pomijam inne fakty bo wiele tu o nich już pisano, ten jest pierwszym przykładem tego absurdu, ot co !

Wpis zamieszczony dnia: 2005-11-01, o godzinie: 12:52:21.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 3
Oto trzeci zestaw dawniejszych recenzji:


Recenzja zamieszczona dnia: 21. 10. 2005, o godzinie: 13. 39.
Od: Maciej Sałański

E-mail: maciej@templariusze.org


Identyfikator: 23
Uwaga! tu są recenzje książki a nie recenzje recenzji



Proszę o wypowiedzi na temat książki i jej autora.

Do tego, że książka jest po prostu napisana dla pieniędzy - sami zdaje się doszliśmy. Z założenia nie ma nic złego w tym fakcie. Każdemu wolno. Chodzi o to, że wbrew twierdzeniu, że jest to fikcja literacka oparta o wiedzę poznaną przez autora - spora część czytelników nie tylko zapomina o tym podczas czytania (to akurat bardzo dobrze) ale również później (a to już dobre nie jest).



No i to zakończenie





Nie trzeba być antyklerykałem lub jego przeciwnością by pisać recenzję taką jak te poniżej lub całkowicie odmienną. Nawet nie warto o tym myśleć.

O asertywności lub jej braku w recenzjach i innych miejscach Szlaku Templariuszy zapraszam na platformę "sprawy bieżące i różne"



Pozdrawiam

Maciej

83.23.43.228

Recenzja zamieszczona dnia: 21. 10. 2005, o godzinie: 11. 55.
Od: Mariusz

E-mail:


Identyfikator: 22
Błagam was krytycy tej książki. To jest fikcja literacka, głównie chodzi o podtrzymanie akcji w napięciu. A te wszystkie pseudo fakty o Graalu itd to poprostu fantazja autora, której jak widać mu nie brakuje. Nie dziwi mnie, że wasze komentarze są mało przychylne, poprostu jesteście rodowitymi polakami, a to znaczy że nie spodoba się wam coś co zrobił kto inny i na tym zarobił ogromne pieniądze, lub czego nie poparł ojciec przewodniczący Rydzyk. Zresztą jak na niego patrzę to sam staję się antyklerykałem, tak samo jak on jest antysemitą. Co do wypowiedzi o małointeligentnych klerykałach to dla Pana który to napisał mam taką małą wskazówkę niech Pan sobie kupi podręcznik asertywności. Tyle ostatnio się o tym mówi, ale Pan akurat nie jest asertywnym człowiekiem. Cechą każdego inteligentnego człowieka powinna być asertywność. Może tytuły naukowe nie świadczą o inteligencji, ale ja mam doktorat z psychologii klinicznej i uważam się za człowieka średnio inteligentnego, a że książka mi się spodobała to co ??? czyżbym został zdegradowany do poziomu małointeligentnego.

80.53.246.154

Recenzja zamieszczona dnia: 04. 10. 2005, o godzinie: 9. 26.
Od: dojarka

E-mail:


Identyfikator: 21
Macieju, ta książka już powstała. To "Prawda i fikcja w "Kodzie Leonarda da Vinci"" Barta Ehrmana (Wyd. Rebis). Polecam.

Pozdrawiam

83.31.153.215

Recenzja zamieszczona dnia: 25. 09. 2005, o godzinie: 19. 44.
Od: Maciej Sałański

E-mail: maciej@templariusze.org


Identyfikator: 20
No, nareszcie...

Dziękuję za tę recenzję.

Jednak dodam, że absoletnie nie jest ona w stanie przytoczyć wszystkich błędów merytorycznych i błędnych sugestii. Powinna powstać oddzielna książka temu poświęcona ale... czy warto?

Do bzdury o Klemensie i Filipie dodam wiadomość z rozdziału 40, iż wiek XIV to epoka Leonarda da Vinci. Mam nadzieję, że to jedynie błąd korekty. Ale to korekta często wpływa na odbiór książki.

Miałem identyczne wrażenie jeśli chodzi o przekaz lub ewentualny przekaz Browna mrugający do mniej naiwnego czytelnika okiem, że on to tak na niby tylko.

Bo jeśli nie - to utwierdzam się w moim zdaniu o tym pisarzu.



Pozdrawiam

Maciej

217.99.136.109

Recenzja zamieszczona dnia: 24. 09. 2005, o godzinie: 17. 33.
Od: kuras

E-mail:


Identyfikator: 19
Rozczarowanie. Tak najkrócej mógłbym zrecenzować tę powieść. Na okładce zabrakło ostrzeżenia - podobnego do tych umieszczanych na pudełkach papierosów - "Minister zdrowia ostrzega, że w przypadku osób inteligentnych i wykształconych lektura może prowadzić do gwałtownych skoków ciśnienia wywołanych irytacją, co może niekorzystnie odbić się na ogólnym samopoczuciu, a w przypadku długotrwałego kontaktu z powieścią nawet do zmian patologicznych. Książka rekomendowana wyłącznie dla małointeligentnych antyklerykałów."



Sama intryga zapowiadała się interesująco. W Luwrze zostało popełnione morderstwo. Ofiarą jest Jacques Sauniere. Policja wzywa na miejsce zbrodni przebywającego akurat w Paryżu Roberta Langdona. Langdon miał się tego dnia spotkać z kustoszem. Na miejscu zbrodni Sauniere pozostawił rysunki i napisy wykonane w ostatnich chwilach swego życia częściowo własną krwią. Mają one pomóc w odkryciu zagadki jego morderstwa. Langdon nawet się nie domyśla, że kapitan policji, Bezu Fache, na podstawie tych śladów doszedł do wniosku, iż mordercą jest właśnie Langdon. Pomocy bohaterowi udziela Sophie Noveu, specjalistka od kryptologii, a równocześnie wnuczka zamordowanego. Od tego, czy uda im się rozwikłać pozostawioną przez jej dziadka zagadkę zależy nie tylko los Langdona, ale przyszłość świata. To nie żart, bo zagadka związana jest z Zakonem Syjonu, który od wieków strzeże tajemnicy Graala.



Wszystko do tego momentu wygląda ciekawie, ale potem na przeszkodzie autorowi stanęły braki w edukacji historycznej, a może świadoma chęć przypodobania się różnej maści antyklerykałom, feministkom, zwolennikom teorii spiskowych i miłośnikom poprawności politycznej. Taki koktajl nie może wróżyć niczego dobrego. W efekcie bowiem brednia goni brednię. To, co autor podaje jako rzekome fakty historyczne, w 99% nie ma nic wspólnego z historią. Na dodatek książka napisana jest niechlujnie. Autor miejscami sam sobie zaprzecza. Czerpie garściami z pseudonaukowych powieści na temat Graala. Żeby nie być gołosłownym trochę najbardziej rażących mnie osobiście przykładów.



Zakon Syjonu powstał w 1956 roku w Paryżu. Dorobił sobie naturalnie fantastyczną legendę, którą można z łatwością znaleźć w internecie. Autor korzysta z niej tak jak mu wygodnie. Przykładowo na stronie 411 możemy znaleźć listę wielkich mistrzów zakonu. Brown nawet nie zachował jej w kształcie, który wymyślono w Zakonie Syjonu. Pominął zupełnie początek listy, tzn. lata 1118-1188, gdy wielkimi mistrzami Zakonu Syjonu mieli być rzekomo wielcy mistrzowie templariuszy. Swoją drogą ostatni na tej liście zginął w 1189 roku, więc datacja pozostawia sporo do życzenia (nie pierwszy zresztą raz i nie ostatni). Nie mówiąc już o tym, że Gerard z Ridefort, bo o nim mowa, reprezentował sobą to co najgorsze w ówczesnym chrześcijaństwie, czyli zaciekłą nienawiść do niewiernych, połączoną z arogancją i odwagą nie tyle nawet graniczącą z głupotą, ile będącą jej emanacją. Odegrał złowieszczą rolę w wydarzeniach roku 1187 roku, które doprowadziły do zdobycia Królestwa Jerozolimskiego przez Saladyna. Dziwnych poprzedników dobiera sobie doprawdy Zakon Syjonu.



Zapędziłem się w poboczny wątek, a miało być o historii Zakonu Syjonu. Z sobie tylko wiadomych powodów Brown dowolnie modyfikuje listę wielkich mistrzów od XVI stulecia począwszy, wybierając nazwiska według sobie tylko znanego klucza. Niby jego prawo - zwłaszcza że sama lista jest przecież od początku do końca zmyślona - ale mógł się przy tym kierować np. próbą jej racjonalizacji. Przecież taki Rene d'Anjou miał w 1418 roku, kiedy to rzekomo miał zostać wielkim mistrzem Zakonu Syjonu, zaledwie 9 lat. Naturalnie możemy w sieci znaleźć wyjaśnienie: faktyczną władzę sprawował regent, jego wuj. Wszystko to jednak nie budzi najmniejszego zaufania: skoro wielki mistrz był obieralny, a nie dziedziczny, po co wybiera się dziecko, które i tak nie może sprawować funkcji?



Brown przyjął - w ślad za twórcami legendy Zakonu Syjonu - że Zakon powstał w 1099 roku, a jego założycielem był Gottfryd z Bouillon, "późniejszy król Jerozolimy". Tyle tylko, że Godfryd z Bouillon nigdy nie był królem Jerozolimy - był słabym człowiekiem i lojalnym sługą Kościoła, przyjął więc tylko skromny tytuł Obrońcy Grobu Świętego. Rzekomej tajemnicy przechowywanej w jego rodzie nic nie zagrażało, gdyż Gotfryd miał młodsze rodzeństwo. Po śmierci Gotfryda to właśnie jego brat, Baldwin z Lotaryngii, objął władzę w Królestwie Jerozolimskim. To Baldwin koronował się na pierwszego króla jerozolimskiego. On nie okazywał słabości wobec Kościoła.



W książce opartej na teoriach spiskowych obowiązkowo musieli pojawić się templariusze. Przytoczę złośliwie opinię wypowiedzianą przez jednego z bohaterów "Wahadła Foucaulta" Umberto Eco: "szaleniec prędzej czy później zawsze wyciąga z rękawa templariuszy." Żeby choć autor znał historię templariuszy. Tymczasem możemy przeczytać: "Znaleźli się oni w Ziemi Świętej podczas drugiej wyprawy krzyżowej i zwrócili się do króla Baldwina II, by zezwolił im na czuwanie nad bezpieczeństwem pielgrzymów na drogach". Tyle tylko, że zakon ten powstał w Jerozolimie około 1120 roku (wprawdzie jeden z kronikarzy, Wilhelm z Tyru, zapisał, iż bractwo powstało w 1118 roku, a król Baldwin II wyznaczył im kwaterę w swoim pałacu w meczecie Al-Aksa, który krzyżowcy uważali za dawną Świątynią Salomona, ale dokumenty dowodzą czego innego), czyli związany był od początku z Ziemią Świętą. Natomiast podczas drugiej krucjaty, czyli w 1147 roku, templariusze otrzymali od papieża prawo do noszenia na płaszczach czerwonego krzyża. Baldwin II zmarł w 1131 roku, a zatem nie mógłby im nadać niczego w czasie II krucjaty.



Templariusze swą wysoką pozycję i przywileje zawdzięczali możnym protektorom i to z kręgów wojującego katolicyzmu, że tak to ujmę. Największym orędownikiem zakonu był Bernard z Clairvoux, który widział w templariuszach narzędzie dla pognębienia niewiernych. Oto mały wyjątek z jego pism: "Nie należałoby zabijać pogan, gdyby można było w jakiś inny sposób przeszkodzić im w zbytnim niepokojeniu i uciskaniu wiernych. Ale na razie najlepszym rozwiązaniem jest zabijanie". Papiestwo przychyliło się do jego stanowiska w kwestii legalizacji zakonu rycerskiego, pomimo głosów krytyki. Pojawienie się templariuszy było kolejnym - po krucjatach - przykładem odejścia Kościoła od tendencji pacyfistycznych, obecnych w chrześcijaństwie od jego początków. Nie wszystkim się to podobało i dlatego zakony rycerskie od początku miały w Kościele wielu wrogów, którzy uważali, iż duchowni nie powinni przelewać krwi bliźnich, i którym idea zakonu rycerskiego wydawała się nikczemna (wbrew wielu antyklerykałom, w gronie Kościoła byli też przeciwnicy nawracania "ogniem i mieczem"). Tym bardziej że ponadto zyskały uprzywilejowaną pozycję. Nie tylko templariusze.



Sam koniec zakonu templariuszy również został przedstawiony kłamliwie. To nie papież Klemens V był inicjatorem aresztowania templariuszy, tylko kierowany chciwością król Francji Filip IV Piękny. Z tego względu 13 października 1307 roku aresztowania objęły wyłącznie Francję. Barwny opis rzekomego listu papieża to jedynie fikcja literacka, bo w rzeczywistości papież nawet sprzeciwiał się działaniom króla Francji i jak mógł opóźniał postępowanie przeciw templariuszom. Wreszcie nie miał innego wyjścia i ogłosił kasatę Zakonu, lecz go nie potępił, co rozsierdziło Filipa IV Pięknego.



W końcu autor chyba sam się pogubił we własnych wymysłach na temat historii templariuszy, bo na stronie 534 stwierdził, że kaplica Rosslyn została w 1446 roku zbudowana właśnie przez templariuszy. Ja bardzo przepraszam, ale jakoś umknęła mi część historii zakonu zatytułowana "Templariusze. Reaktywacja". Przecież, według autora, pamiętnego 13 października 1307 roku w całej Europie aresztowano templariuszy.



Kolejny punkt krytyki książki to temat polowań na czarownice. Ile na ten temat wyprodukowano bredni, to się w głowie nie mieści. Autor wpisuje się w ten nurt doskonale. Polowania na czarownice to polowania na wszystkich, którzy w rozumieniu współczesnych parali się magią. Nie tylko zatem na kobiety, ale także na mężczyzn, choć zgoda, że kobiety znacznie częściej padały ofiarami. Wcale jednak nie przez wzgląd na swoje rzekome "wolnomyślicielstwo", a ze względu na zawiść sąsiadów, czy nawet rodziny (bywały wręcz sytuacje, gdy dzieci denuncjowały rodziców). Czasy były ciężkie, więc - jak w każdym okresie historii - szukano winnych. Liczba rzekomo zamordowanych kobiet jest już zupełnie wyssana z palca. Nawet nie warta polemiki. Gorzej, że winę za ich śmierć zrzuca się na Kościół. Prawda może zaboleć niektórych antyklerykałów: większość polowań na czarownice rozpętywały osoby świeckie, większość wyroków śmierci zapadła w świeckich instancjach i co więcej, polowania na czarownice przybrały większe rozmiary w krajach protestanckich, a nie katolickich. Tak, tak szanowni antyklerykałowie, taki Kalwin wprowadził w Genewie system terroru, na który niejeden z inkwizytorów spoglądał z zazdrością.



Brown zupełnie po dyletancku potraktował temat krzyża pisząc na stronie 186: "Główka krzyża miała kształt nie tradycyjnego chrześcijańskiego krzyża o dłuższym pionowym drzewcu, lecz krzyża w planie kwadratu - o wszystkich ramionach tej samej długości - który datował się na dobre 1500 lat przed Chrystusem. Taki krzyż nie miał żadnych związków z chrześcijańskim ukrzyżowaniem, które ma dłuższy krzyż łaciński wymyślony przez Rzymian jako narzędzie tortur." No cóż, ten krzyż o równych ramionach to krzyż grecki, stosowany przez chrześcijan na Wschodzie. To, że popularny wśród chrześcijan na Zachodzie krzyż nosi nazwę łacińskiego nie oznacza jeszcze, że wymyślili go Rzymianie. Właściwie nie ma pewności, kto i kiedy wymyślił ukrzyżowanie. Znane było jednak już wcześniej, zanim stało się popularną formą karania w Imperium Rzymskim. Stosowali je już Grecy. Przykładowo w 332 roku p.n.e. po zdobyciu Tyru, Aleksander Macedoński kazał ukrzyżować 2000 jego mieszkańców. Do krzyżowania używano krzyży o różnym kształcie (w czasach Chrystusa popularny był zwłaszcza krzyż w kształcie litery T, który później nosili na płaszczach bracia służebni w Zakonie Krzyżackim), a czasami krzyżowano po prostu na drzewach lub słupach. Nie wiadomo do końca, na jakim krzyżu zamęczono Chrystusa. Krzyż jako symbol chrześcijaństwa zaczął funkcjonować dopiero w III wieku, kiedy zaginęła już pamięć o tym, jak wyglądało dokładnie narzędzie kaźni Chrystusa. Co ciekawe, wiele najstarszych wyobrażeń posługiwało się właśnie krzyżem greckim.



Na koniec zostawiłem kwestie religijne. To, czy ktoś współcześnie uważa Chrystusa za Boga, czy też nie, to jego sprawa. Jednak pierwsi chrześcijanie za swoją wiarę ginęli. Oni uznawali boskość Chrystusa. Nawet jeśli pominiemy przekazy źródłowe i przyjmiemy że zostały spreparowane, to na przeszkodzie stanie nam logika. Bo jak to jest, że pojawia się Konstantyn, narzuca chrześcijanom uznanie boskości Chrystusa i oni to przyjmują bez sprzeciwu? Wcześniej były tysiące męczenników, a teraz już nikt nie chce bronić swych przekonań? Dodajmy dla jasności, że bzdurą jest teza książki, jakoby chrześcijaństwo stało się za Konstantyna religią panującą. Stało się nią dopiero za cesarza Teodozjusza w końcu IV wieku. Konstantyn uczynił chrześcijaństwo jedynie religią równouprawnioną w stosunku do innych i zakończył prześladowania.



Zostałby jeszcze drobiazg, który wprawił mnie jednak w osłupienie i zacząłem się zastanawiać, czy autor jest aż tak głupi, czy też właśnie daje do zrozumienia, iż wszystko co pisze to taki stek bzdur, że nie warto go nawet przez moment traktować poważnie. Dowiedziałem się bowiem ni mniej, ni więcej, że Walt Disney "poświęcił całe życie na opowiadanie historii Graala przyszłym pokoleniom." A dalej jeszcze zabawniej: "Większość ukrytych przekazów Disneya dotyczyła religii, mitu pogańskiego i historii zdegradowanej Wielkiej Bogini." To straszne, bo ja zawsze sądziłem, że to tylko rozrywka dla dzieci. Nie zawsze zresztą najwyższej jakości. Wychodzi na jaw ułomność mojego umysłu. Muszę chyba poważnie zgłębić problem związków kaczora Donalda i psa Pluto z kultami pogańskimi. Być może właśnie dlatego zawsze bardziej lubiłem królika Bugsa. Nie miał ukrytych przekazów.



Wyprodukowałem długi elaborat (a to przecież jedynie przykłady!), by wreszcie stwierdzić, że ta książka to chaotyczny i niespójny zbiór dość dziwacznych koncepcji, które zostały wplecione w słabiutką intrygę sensacyjną, rażącą dłużyznami. Zapewne kontrowersyjne tezy miały zapewnić jej darmową reklamę - wszystkie te protesty oburzonych! - i przyczynić się do wzrostu sprzedaży. Ten cel został osiągnięty. Jak nisko można upaść, aby się sprzedać? Spotkałem się kiedyś z dość oryginalną definicją twórczości postmodernistycznej: autor wymiotuje na poły przetrawionymi fragmentami tego, co wcześniej spożył. W związku z tym Dan Brown z pewnością powinien zmienić dietę.



80.188.190.66

Recenzja zamieszczona dnia: 24. 09. 2005, o godzinie: 17. 32.
Od: kuras

E-mail:


Identyfikator: 18
http://karol.ginter.webpark.pl/brown_kod.htm tutaj jest bardzo merytorycznie przedstawiona recenzja ksiazki. Ktos pokusil sie o sprawdzenie faktow z mitami i klamstwami napisanymi przez autora. Ogolna ocenia / kiepska ksiazka nie trzymajaca sie ani historii, ani dobrego smaku, ktora traktuje czytelnika jako zupelnego laika w sprawach religii i historii

80.188.190.66

Recenzja zamieszczona dnia: 28. 06. 2005, o godzinie: 7. 53.
Od: Lukas8410

E-mail: lukas8410@poczta.onet.pl


Identyfikator: 17
Gdy złapałem tę książkę zostałem wyjątkowo mile zaskoczony tak, że czytałem ją w każdej wolnej chwili, niestety ze znanych mi przyczyn nie mogłem poświęcać jej całości czasu, śwadczy to chyba o tym że mnie zainteresowała. Niestety jeśli chodzi o wiedzę dotyczącą Templariuszy, sangreala, Opus Dei czy zakonu syjonu niewiem wasciwie prawie nic, a żałuje bo chciałbym umiec odróżnić prawde od fikcji. Udam jednak w tym momencie osobę naiwną która myśli, że wszystko jest w niej prawdziwe i stwierdzę, że jest ona bardzo ciekawym traktatem naukowycm (choć nie jestem pewien czy słowo "traktat" najlepiej tu pasuje wyśmienicie wplecionym w fabułę pełną wartkiej akcji, trzymającej w napięciu opowieści. A propos Jeśli ktoś z was mógłby mi wskazać jakieś materiały dotyczące wyżej zaznaczonej kwestii byłbym wdzięczny.

83.17.118.94

Recenzja zamieszczona dnia: 01. 06. 2005, o godzinie: 14. 40.
Od:

E-mail:


Identyfikator: 16
Producenci filmu "Kod Leonarda da Vinci" nie dostali zezwolenie na filmowanie w londyńskim Opactwie Westminsterskim.



Fragment książki Dana Browna rozgrywa się w Londynie w Opactwie Westminsterskim. Producenci mieli więc nadzieję, że będą mogli kręcić w oryginalnych wnętrzach. Jednakże władze kościelne nie zgodziły się na wpuszczenie ekipy do zabytkowej budowli. Powodem są dość odważne tezy teologiczne książki, z którymi zdecydowanie nie zgadzają się hierarchowie kościoła anglikańskiego.



Przypomnijmy, że głównym bohaterem "Kodu Leonarda da Vinci" jest badacz symboli i wykładowca Harvardu, Robert Langdon. Profesor natrafia na międzynarodowy spisek mający 2000 lat historii. Ślady wiodące do rozwiązania zagadki znajdują się na obrazach Leonarda da Vinci.



W roli głównej zobaczymy Toma Hanksa. Jeana Reno zagra detektywa Bezu Fache a Audrey Tautou wnuczkę kustosza Luwru, Sophie Neveu, która pomaga profesorowi Robertowi Langdonowi w rozwikłaniu zagadki. Paul Bettany ma natomiast odtworzyć postać Silasa, mnicha albinosa z Opus Dei. W filmie zagrają także Ian McKellen oraz Alfred Molina.



Za produkcję odpowiada Brian Grazer. Obraz powstanie dla wytwórni Sony Pictures Entertainment. Film w reżyserii Rona Howarda wejdzie do kin 19 maja 2006 roku.

148.81.20.195

Recenzja zamieszczona dnia: 18. 04. 2005, o godzinie: 10. 03.
Od: daro

E-mail: DARO1963@AOL.COM


Identyfikator: 15
[wpis został usunięty z tego miejsca ponieważ nie był recenzją. Autor został poproszony pocztą e-mail o ewentualne ponowne wpisanie swej wypowiedzi na platformie "sprawy bieżące i różne". Admin MAciej]

172.164.69.237

Recenzja zamieszczona dnia: 15. 04. 2005, o godzinie: 15. 05.
Od: xaarth

E-mail: xaarth@wp.pl


Identyfikator: 14
przeczytalem niedawno kod leonarda-dla mnie ksiazka jest rewelacyjna ksiazka akcji. rozpoczyna sie wolno, by pozniej nabierac coraz wiekszego tempa, ktore jest podkrecane prawie do konca. czytalem ja caly wieczor i nie przestalem az do rana dopoki nie skonczylem. to jesli chodzi o akcje.

natomiast sfera merytoryczna-symbolika, legendy itp-nie czuje sie ekspertem w tej dziedzinie, ale do mnie ta teoria przemawia. kosciol to potezne panstwo i jak w kazdym panstwie podstawa jest utrzymanie wladzy kazda dostepna metoda. wcale nie zdziwilbym sie gdyby przynajmniej czesc tej historii okazala sie prawda.

w kazdym razie ksiazka jest godna polecenia



hail

213.17.149.18

Wpis zamieszczony dnia: 2005-11-01, o godzinie: 12:50:35.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 2
Oto drugi zestaw dawniejszych recenzji:


Recenzja zamieszczona dnia: 29. 03. 2005, o godzinie: 15. 57.
Od: sig

E-mail:


Identyfikator: 13
Właśnie wczoraj skończyłem czytać. Cóż, książka jest OK, ale przez ten cały szum wokół niej spodziewałem się czegoś "większego". Nie bardzo wiem o co tyle hałasu. Porównania do Wahadła Foucault są nieuniknione - te książki dzieli wprawdzie przepaść, ale oparte są w dużym stopniu na tych samych legendach/teoriach. Ba, nawet Myszka Miki się powtarza! Myślę że to już przesada (obojętnie, celowe to czy nie).



Oczywiście Wahadło nie jest jedyną książką poruszającą wcześniej ten temat, były też inne, jak np. Dzieci Graala i Krew Królów. Przygodowe, pierwszą przeczytałem (nienajgorsza), druga zbyt mnie znudziła i nie dałem rady. Promowanie Dana Browna jako odkrywcy tajemnic i burzyciela mitów (a słyszałem i takie reklamy) wywołuje więc uśmiech pobłażania.



Ta sakralność kobieca bijąca po oczach z każdej strony wałkowana jest rzeczywiście do znudzenia, ale moim koleżankom się podoba. Zauważyłem, że wszyscy moi znajomi (faceci) którzy przeczytali tę książkę, mieli ją podetkniętą pod nos przez jakąś kobietę (żonę, siostrę, dziewczynę, koleżankę). Ja zresztą też!



W książce jest sporo błędów logicznych i merytorycznych (do tych ostatnich należy np. stwierdzenie że zakon templariuszy został założony podczas drugiej krucjaty - zupełnie jak w jednym z brukowców po wystawie w Toruniu ) ale się nie czepiam, to mógł być nawet błąd tłumacza.



Ogólnie - niezła książka, ale zrobić duże wrażenie może chyba tylko na kimś, dla kogo prezentowana w niej teoria (tzn. jej główne założenia) będą całkowitą nowością i zaskoczeniem. I robi - widać to po jej sprzedaży na całym świecie.



Pozdrawiam

sig

195.205.34.83

Recenzja zamieszczona dnia: 28. 02. 2005, o godzinie: 10. 35.
Od: dojarka

E-mail: do-jarka@o2.pl


Identyfikator: 12
Od tej książki odrzuciło mnie jedno: nieustanne ględzenie autora o "sakralności kobiecej" (co za wyrażenie!).

Maniak?

Moim zdaniem cwaniak.

Dzięki temu przyciągnął do lektury kobiety, które raczej rzadko sięgają po literaturę sensacyjną.

I nie dajmy się oszukać: to jest literatura sensacyjna, a więc z definicji szukająca sensacji, a nie faktów.

Pozdrawiam

83.31.137.79

Recenzja zamieszczona dnia: 27. 02. 2005, o godzinie: 23. 09.
Od: Maciej Sałański

E-mail: maciej@templariusze.org


Identyfikator: 11
No widzisz , Brown dobrze skalkulował jaką książkę napisać by znaleźć sporą grupę odbiorców. W samym Kościele oczywiście również tkwi tego przyczyna.

Ale to żaden związek z dowodem na Prawdę w książce.

Daleka droga przed Tobą jeszcze, lecz pociesz się - przed nami wszystkimi



Nic nie jest takie proste jak się wydaje



Pozdrawiam

Maciej

213.76.112.131

Recenzja zamieszczona dnia: 27. 02. 2005, o godzinie: 14. 59.
Od: Adrian

E-mail: stue@interia.pl


Identyfikator: 10
Bardzo sprawnie napisana powieść dotykająca fundamentów wiary chrześcijańskiej. Autor doszukuje się sensacji, podważa wiele dogmatów utrzymywanych przez Kościół od wieków i dlatego jest takie oburzenie!!!!!

He śmiac mi sie chce jak czytam niaktóre wpisy. Ludzie mają juz tak namieszane przez kościół w głowie ze omało nie dostają zawału jak ją czytaja!!! HAAA a moim zdaneim to sama prawda o kosciele o powstaniu chrześcijaństwa i o samy Jezusie!!! A jeśli poszukaćie jeszcze innych oisów w internecie to powiem wam ze wiekszośc z nich jest piana przez księży ponieważ boją sie tego co jestt w tej książce, tego ze jest odważna i tego ze przez nią może ubyc troszke ślepo wieżących owieczek w kościele ha ha. Tak tego sie boją bo oznaczało by to mniej kasy na tace, koniec nowych autek, zabaw alkocholowych!!!! Oj oj jak ja nie nawidze tej śmiesznej instytucji!!!!! Dla mnei ta książka jest niesamowita i od dawna czekałem na coś takiego!!! SSUUUUPERRRR!!!!!

213.238.85.30

Recenzja zamieszczona dnia: 26. 11. 2004, o godzinie: 9. 15.
Od: Maciej Sałański

E-mail: maciej@templariusze.org


Identyfikator: 9
Ewo,



Na głównej stronie "recenzji" jest napisane:

"Dlatego tutaj nie mogą pojawiać się wypowiedzi nie spełniające powyższego warunku, posty typu 'nie zgadzam się' albo 'też tak myślę'.

Ogólnie rzecz ujmując błędne są posty nie będące właśnie recenzjami.

Z przykrością informujemy, że będą one usuwane lub przenoszone na odpowiednią platformę interaktywną."



Twoja wypowiedź należy właśnie do takich. Wybacz. Muszę ją usunąć. Niedługo potem również niniejszy tekst musi "zniknąć" - gdyż również jest dodatkiem do recenzji, które tu się powinny pojawiać.



Pozdrawiam

Maciej

83.27.154.171

Recenzja zamieszczona dnia: 23. 11. 2004, o godzinie: 19. 50.
Od: Andreas

E-mail:


Identyfikator: 7
Książka podnosi bardzo istotne pytanie:

skoro przywódcy Kościoła - tak mocno ingerowali w historię początków chrześcijaństwa, to czego jeszcze nie wiemy ? Czego jeszcze musimy sie dowiedzieć ? Sadzę że to naprawdę ważne pytanie, a odpowiedź na nie ma olbrzymie znaczenie, książka porusza ta ważną kwestję.

Co takiego wiemy o początkach chrześcijaństwa i jego korzeniach, czego nie wiedziało jeszcze poprzednie pokolenie ?

Elain Pagels - profesor religioznawstwa



213.173.194.158

Recenzja zamieszczona dnia: 19. 11. 2004, o godzinie: 2. 41.
Od: ewa

E-mail:


Identyfikator: 6
przepraszam nie chcialam obrazic niczyich uczuc biblia jako historia narodu zydowskiego byla wiele razy tlumaczona popelniano bledy a to co napisano w kodzie przemawia do moich odczuc sorki Bapho

153.19.72.101

Recenzja zamieszczona dnia: 19. 11. 2004, o godzinie: 2. 35.
Od: ewa

E-mail:


Identyfikator: 5
Bapho w bibli nie ma orgietek? czy ty aby czytales dobrze stary testament? a co do cudow w nowym jast ich dosc bez obrazy stary testament to tz niezly kryminal pozdrawiam

153.19.72.101

Recenzja zamieszczona dnia: 17. 11. 2004, o godzinie: 7. 32.
Od: bapho

E-mail:


Identyfikator: 4
no jezeli biblie traktujesz jako powiesc kryminalno-sensacyjna to rzeczywiscie ten sam poziom.

problem w tym ze w biblii nie ma orgietek,apostołowie nie lataja samolotami i nie jezdza mercedesami

najlepsze ze kod leonarda jakby nie patrzec opiera sie na tych twoich biblijnych "bajkach" bo gdyby nie te bajki to nie byłoby ani grala ani marii magdaleny a co za tym idzie glownej fabuly "kodu"

"kapitał " marksa i mein kampf tez sie calkiem sympatycznie czytalo jako bajeczki i fantasy a jak sie skonczylo....?



81.210.74.2

Recenzja zamieszczona dnia: 17. 11. 2004, o godzinie: 2. 21.
Od: ewa

E-mail:


Identyfikator: 3
moze i bajki ale dobrze sie czyta a biblia to prawda i tylko prawda??????????????????????????????

153.19.72.101

Wpis zamieszczony dnia: 2005-11-01, o godzinie: 12:49:26.
Od: maciej
E-mail: maciej@templariusze.org

Identyfikator: 1
Oto pierwszy zestaw dawniejszych recenzji:


Recenzja zamieszczona dnia: 16. 11. 2004, o godzinie: 7. 11.
Od: bapho

E-mail:


Identyfikator: 2
jako wieloletni :) znawca tematu,tropiciel świetego graala,marii magdaleny, grobu chrystusa,skarbu templariuszy, maszyny do robienia manny,całunu turyńskiego,masonów ;)itp,itd etc etc mam zamiar przedstawic moja opinie na temat tej ksiazki: bajki,bajki i jeszcze raz bajki

81.210.74.2

Napisz recenzję

początek strony

e-mail

Recenzje książek i filmów

projekt:   BeneAkebe copyright©: autorzy Szlaku Templariuszy 1998-2017 Made with a Mac